Problemy gminy, nowe plany i zamierzenia
Skąd pomysł kandydowania na wójta Wiśniowej?
– Zawsze w swoim życiu i pracy zawodowej starałem się służyć ludziom, być blisko ich problemów. Już cztery lata temu wielu znajomych oraz mieszkańców gminy namawiało mnie abym ubiegał się o to stanowisko. Wtedy do pełni szczęścia zabrakło jednak bardzo niewiele, bo nieco ponad 80 głosów.
Jednak w tym roku zdecydował się Pan kandydować ponownie.
– W tym roku głosów namawiających mnie na kandydowanie było jeszcze więcej niż poprzednio. Poza tym uznałem, że nie mogę zawieść zaufania tych wyborców, którzy oddali na mnie swój głos przed czterema laty. Oczekiwali, że i tym razem będę ich kandydatem.
Decyzja nie była chyba łatwa.
– Nie, ponieważ po odejściu z policji, ukończeniu studiów prawniczych oraz aplikacji sędziowskiej rozpocząłem pracę w Wydziale Rodzinnym i Nieletnich Sądu Rejonowego w Myślenicach jako asystent sędziego. W czerwcu bieżącego roku minąłby mi dwuletni okres obowiązkowego stażu, co dawałoby mi możliwość ubiegania się o stanowisko sędziego bez dodatkowych egzaminów. Jednak po rozważeniu wszystkich „za” i „przeciw” zdecydowałem się poświęcić karierę zawodową na rzecz służby społeczeństwu, bo tak traktuję obecnie piastowany przeze mnie urząd.
Czyli można powiedzieć, że zwyciężyło poczucie obowiązku wobec współmieszkańców?
– Dokładnie. Skoro tak duże grono osób mi raz zaufało, to nie mogłem tego lekceważyć i nie podjąć próby zawalczenia o fotel wójta gminy Wiśniowa.
Nie obawiał się Pan, że tym razem również zabraknie tych kilkudziesięciu głosów do sukcesu?
– Opinie, które świadczyły o dużym poparciu społecznym dla mojej kandydatury, świadczyły o tym, że jest jeszcze większa potrzeba zmian w gminie, niż poprzednio. To pozwalało mi myśleć optymistycznie o wyniku elekcji.
Jak zareagował Pan na wyniki? Jak przyjęła to rodzina?
– Było to dla mnie bardzo miłe, choć wiązało się ze zmianami w moim życiu zawodowym. Natomiast sprawowanie stanowiska wójta jest dla mnie takim samym zajęciem na rzecz dobra wspólnego, jak w przypadku pracy w policji, czy sądzie. Najważniejsze, aby dobrze wykonywać swoje obowiązki i jak najlepiej służyć dla ogółu. Rodzina również się cieszyła z mojego sukcesu. Zarówno ja, jak i moi bliscy jesteśmy jednak przekonani, że obecnie jestem tym samym człowiekiem, co przed wyborami. Mam nadzieję, że tak pozostanie.
Nie tęskni Pan za poprzednim miejscem pracy?
–W policji oraz sądzie pracowałem w bardzo dobrej atmosferze, byłem zadowolony ze współpracowników, a oni ze mnie, więc na pewno żal było odchodzić. Wierzę jednak, że również w urzędzie gminy swoją osobą i życzliwym podejściem do ludzi wytworzę tak samo dobrą atmosferę i wszystkim będzie się dobrze pracować.
Jakie było dla Pana największe zaskoczenie na plus, bądź na minus w pierwszych dniach i tygodniach sprawowania urzędu?
–Największym zaskoczeniem, niestety negatywnym, była kwestia zadłużenia gminy. Okazało się, że jest ono dużo wyższe niż przewidywano i wyniosło około 13 milionów zł, czyli ponad 62 % w stosunku do dochodów. Suma rat kredytów wraz z odsetkami w 2011 r. wyniesie około 4,4 miliona złotych. Pomyślmy, ile można byłoby wykonać dla dobra gminy za tę kwotę, a tymczasem taką sumę pochłonie w bieżącym roku obsługa zadłużenia. Ten stan powoduje, że gmina nie ma możliwości inwestowania, ponieważ nawet przy dofinansowaniu z funduszy UE trzeba mieć jakiś wkład własny. My tym wkładem nie dysponujemy. Przekroczony limit zadłużenia ma również znaczenie dla banków, które w tym przypadku nie chcą udzielać kredytów na zadania inwestycyjne.
Czy coś jeszcze zaskoczyło Pana in minus?
– Drugim problemem jest zakwestionowanie projektu budżetu gminy na 2011 rok przez Regionalną Izbę Obrachunkową, właśnie ze względu na tak wysokie zadłużenie. W związku z tym obecnie intensywnie pracujemy nad nowym budżetem, staramy się znaleźć jakieś oszczędności, tak aby zmniejszyć ten dług, a tym samym wygospodarować jakieś środki na planowane inwestycje.
A co z pozytywami?
– Niewątpliwie plusem jest to, że Urząd Gminy Wiśniowa dysponuje pracownikami wykształconymi i bardzo dobrze przygotowanymi do wykonywania powierzonych im obowiązków. To bardzo cieszy. Wielu z nich ma predyspozycje do tego, by być jeszcze lepszymi i skuteczniejszymi. Ja ze swej strony postaram się spowodować, by urząd funkcjonował jeszcze sprawniej, a jego pracownicy byli coraz lepsi.
Czy wobec tego poczynił Pan już jakieś zmiany organizacyjne lub kadrowe?
– Najważniejszą zmianą jest wydłużenie czasu pracy urzędu w poniedziałki do godziny 20. Spotkało się to z bardzo dobrym odbiorem społecznym. Wielu ludzi nie miało możliwości załatwienia spraw urzędowych bez wcześniejszego zwalniania się z pracy lub wykorzystywania urlopu. Teraz daliśmy im taką możliwość. Rozwiązanie to cieszy się od początku dużym zainteresowaniem. Bardzo często ostatni interesanci wychodzą ode mnie długo po godz. 20. Również pracownicy poszczególnych komórek mają w te dni więcej pracy.
Jak na tę zmianę zareagowali sami urzędnicy?
– Na początku były lekkie obawy i opory, spowodowane nową dla nich sytuacją. Jednak z czasem przekonali się do tego rozwiązania, które nie tylko jest dobre dla mieszkańców. Pracownicy urzędu również na tym korzystają, mogąc rano załatwić swoje sprawy, a następnie przyjść do pracy na godzinę 12. Obecnie nie ma już w związku z tym żadnych oznak niepewności.
Czy są planowane jeszcze jakieś zmiany organizacyjne?
– Planowana jest także zmiana regulaminu organizacyjnego urzędu oraz regulaminu pracy, ponieważ dokumenty te pochodzą jeszcze z lat 90-tych. Niedostosowane są przez to do obowiązujących obecnie ustaw. Chodzi o to, aby pracownicy zatrudnieni na poszczególnych stanowiskach mieli jasno sprecyzowany zakres obowiązków. Obecnie są one nieczytelne, często poszczególne obowiązki są pomieszane pomiędzy dwoma lub trzema stanowiskami i nie wiadomo kto za co ma odpowiadać. Nie jest to dobra sytuacja ani dla mnie jako pracodawcy, ani dla samych pracowników.
Mówił Pan o trudnej sytuacji finansowej gminy. Aby obniżyć zadłużenie należy obniżyć wydatki. Gdzie wobec tego zamierza Pan szukać oszczędności?
– Obecnie wraz ze skarbnikiem oraz Komisją Budżetową Rady Gminy jesteśmy mniej więcej w połowie prac nad nowym budżetem. Prowadzone są konsultacje z kierownikami referatów oraz jednostek podległych. Na pewno jakieś cięcia będą, ale na tym etapie prac nie jestem w stanie ocenić gdzie konkretnie one nastąpią. Zastanawiamy się również jak moglibyśmy zwiększyć dochody gminy, lecz na to potrzeba dokładnej i przemyślanej analizy. Nie da się jednak dokładnie zaplanować ich wysokości, a prognoza z różnych względów może okazać się mylna. Mogłoby to uderzyć z kolei w plan budżetu na przyszły rok. Chcemy zaplanować budżet w sposób realny, aby był możliwy do zrealizowania.
Jeśli uda się ograniczyć zadłużenie gminy poniżej 60%, to jakie inwestycje zamierza Pan zrealizować w najbliższych 12 miesiącach?
– Jedną z inwestycji, którą mimo problemów finansowych, chcielibyśmy jako gmina zrealizować w tym roku, jest budowa chodnika przy drodze powiatowej w Lipniku. Związane jest to z planami dalszej modernizacji przez starostwo drogi Lipnik – Trzemeśnia. Jeżeli nie wykonamy tego chodnika równocześnie z modernizacją drogi, to później najprawdopodobniej powiat nie będzie zainteresowany jego budową. Po stronie gminy leży sfinansowanie wykonania projektu (około 30 tys. zł) oraz połowa kosztów budowy czyli około 365 tysięcy. Drugim zadaniem, również dość pilnym, jest budowa boiska „Orlik”. Obecnie przez Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego prowadzona jest IV edycja naboru dla gmin najbiedniejszych, gdzie dochód w przeliczeniu na jednego mieszkańca nie przekracza 1000 zł. W przypadku tej inwestycji gmina pokrywa tylko około 25% kosztów budowy. U nas byłaby to kwota około 250 tysięcy złotych. Resztę potrzebnych pieniędzy pochodzić będzie z budżetu Urzędu Marszałkowskiego oraz Ministerstwa Sportu i Turystyki. Przy tak korzystnym sposobie rozliczenia jest to zadanie bardzo realne do wykonania, nawet biorąc pod uwagę nasze, dość ograniczone, możliwości budżetowe. Z uwagi na narzucony reżim czasowy i konieczność posiadania własnych gruntów budowa tego „Orlika” możliwa jest tylko przy szkole podstawowej w Wiśniowej. W innych wioskach nie mamy w tej chwili gruntów o uregulowanym stanie własnościowym. Chciałbym również doprowadzić w tym roku do zmiany stanu prawnego wodociągu w Lipniku. Nie wiąże się to z dużymi kosztami, jednak jest sprawą dość palącą. Sytuacja, która trwa tam już od 1995 roku jest nie do przyjęcia. Może uda się jeszcze rozpocząć budowę chodnika w Wierzbanowej, Kobielniku i mostu w Węglówce, co będzie jednak zależne od sytuacji finansowej gminy.
Czy jeszcze jakieś plany inwestycyjne ma Pan na ten rok lub ewentualnie lata przyszłe?
– Oczywiście są również inne inwestycje, które chcielibyśmy zrealizować jeszcze w tym roku, ale ze względu na wskazane wcześniej problemy, zapewne będziemy musieli odłożyć je na następne lata. Liczę jednak na to, że z czasem nasza sytuacja ulegnie poprawie. Wtedy będziemy mogli wykonać między innymi: budowę dalszych odcinków kanalizacji i wodociągów, nowe ujęcia wody pitnej czy przebudowę remizy OSP w Wierzbanowej. Ważne są także: budowa parkingu w centrum Lipnika, wykonanie zatok przystankowych w Poznachowiacach oraz boiska „Orlik” w Węglówce. W dalszej perspektywie czeka nas budowa oczyszczalni ścieków dla całej gminy w Poznachowicach. Planów jest bardzo wiele, nie wszystkie tu wymieniłem. Przydatne byłoby również opracowanie jednolitej strategii rozwoju gminy. Należy zastanowić się jaki gmina powinna mieć charakter w przyszłości. Trzeba zadecydować czy Wiśniowa ma być gminą typowo rolniczą, turystyczną, nastawioną na zdrową żywność i produkcję wyrobów regionalnych czy powinna posiadać jeszcze inny charakter. Strategia musi być poparta dokładną analizą możliwości gminy w zakresie dalszego rozwoju. Po jej opracowaniu łatwiej będzie pod jej kątem planować kolejne inwestycje.
Jakie są mocne i słabe strony gminy Wiśniowa?
– Uważam, że niewątpliwym atutem jest nasze położenie geograficzne. Gmina umiejscowiona jest w kotlinie otoczonej górami, co można wykorzystać jako walor turystyczny. Nasze ukształtowanie terenu daje atut w postaci czystego powietrza. Przy postawieniu na przykład na agroturystykę, mogłoby to być bardzo mocną stroną promocji gminy. Minusem natomiast jest bardzo mała ilość terenów tzw. przemysłowych, a te które są nie leżą przy, przechodzącej przez gminę, drodze wojewódzkiej. Powoduje to praktycznie brak możliwości rozwoju sektora usług czy małego przemysłu, który generowałby dochody gminy chociażby w postaci podatków. Ma to wpływ na naszą kondycję finansową.
Czy korzysta pan z doświadczenia i rad swojego poprzednika?
– Niestety nie mam takiej możliwości. Wójt Julian Murzyn nie przekazał mi urzędu, ani poszczególnych spraw. Przychodząc pierwszego dnia do pracy zastałem puste biurko. Od tej chwili nie mieliśmy okazji się spotkać. Nie miałem również możliwości podziękować mu za sprawowanie urzędu przez 10 lat, ponieważ nie pojawił się on na moim ślubowaniu. Nie mogę zatem korzystać z jego doświadczenia, które bardzo cenię. Korzystam jednak z dobrych rad kolegów samorządowców: wójta Raciechowic Marka Gabzdyla, wójta Pcimia Daniela Obajtka burmistrza Macieja Ostrowskiego czy starosty Józefa Tomala i innych doświadczonych szefów gmin. Serdecznie im dziękuję za okazywaną pomoc.
W Radzie Gminy 12 na 15 radnych obsadził komitet jej poprzedniego włodarza. Jak wobec tego układa się panu współpraca z Radą?
– Na razie jest ona dobra. Zaraz po zaprzysiężeniu apelowałem do radnych, abyśmy nie szukali między nami konfliktów, tylko dochodzili wspólnie do dobrych rozwiązań. Uważam, że tworzenie konfliktów między radą, a wójtem jest nieporozumieniem. Organ uchwałodawczy i wykonawczy muszą ze sobą współpracować dla dobra gminy, natomiast brak takiej współpracy byłby szkodliwy nie tyle dla samych radnych czy wójta, ale przede wszystkim dla mieszkańców. Liczę na to, że nasze wspólne działanie nadal będzie pozbawione zatargów i waśni. Skorzystamy bowiem na tym wszyscy, a najbardziej nasza gmina.
Wiśniowa może się pochwalić nowoczesną i funkcjonalną halą sportową. Czy jest szansa, by korzystanie z niej było bezpłatne?
– Z uwagi na sposób finansowania budowy hala musi być obiektem komercyjnym, a więc na siebie zarabiać. Obecnie korzystanie z niej jest w całości odpłatne. Chcę jednak, aby dzieci i młodzież szkolna mogły z niej korzystać bezpłatnie. Był to zresztą jeden z punktów mojego programu wyborczego. Zamierzam jeszcze w tym miesiącu wspólnie z kierownikiem hali opracować nowy regulamin obiektu, tak aby osoby niepełnoletnie mogły korzystać z niego bez opłat. Natomiast dorośli oraz kluby sportowe będą wynajmować halę na dotychczasowych zasadach. Nie jest to jednak wielka kwota, bo wynajęcie hali na godzinę kosztuje 52 złote. Działalność hali rozwija się dobrze. Niedawno zakończyliśmy amatorską ligę nożnej piłki halowej, w której wzięły udział drużyny między innymi z Jawornika, Raciechowic i Dobczyc. Natomiast jeszcze w lutym ruszy liga siatkówki. Zainteresowanie korzystaniem z hali jest więc z miesiąca na miesiąc coraz większe.
Mamy kolejny rok wyborczy. Czy Pana nie ciągnie do tzw. „wielkiej polityki”?
– Obecnie zależy mi na jak najlepszym wypełnianiu obowiązków wójta. Natomiast jeśli uznano by, że moja wiedza i predyspozycje mogą zostać wykorzystane np. w sejmie, to nie miałbym prawdopodobnie nic przeciwko temu. Nie wiem jednak, czy bym się tam odnalazł, ponieważ im bliżej jestem ludzi, tym lepiej ich rozumiem i bardziej się realizuję. Mam więc wątpliwości czy „wielka polityka” to coś dla mnie.
Rozmawiał Bartosz Cwynar
